Wewnętrzny konflikt pielęgnacyjny - Naturalne Składniki czy Drogeryjne Ulepszacze?

http://hairwitchproject.blogspot.com/2017/06/wewnetrzny-konflikt-pielegnacyjny.html


Nie kupuję kolorowych gazet.

Czasem jednak zdarza mi się, że przy zakupach w Rossmannie miła ekspedientka podrzuci mi do reklamówki najnowszy "Skarb". Czytam go a potem zostawiam aby wykorzystać jako tło do zdjęć.

Niestety - bloga prowadzę od 2 lat i nigdy czasopismo to nie ozdobiło żadnego mojego zdjęcia.
Dlaczego?
Bo Giena Szynszyl jest zawsze szybsza i na wybiegu zżera okładkę. 
Zanim zdążę ją odgonić to odrywa spory kawał i zjada w biegu...(czy powinno mnie to martwić?)

Kwietniowy egzemplarz jednak sobie zostawiłam ze względu na jeden dość ciekawy jak dla mnie artykuł, który poruszył temat kosmetyków wegańskich i skłonił do pewnych przemyśleń.

Jak wiecie - kiedyś borykałam się z silnym trądzikiem, który po wieloletniej walce okraszonej krwią, potem i masą wyrzuconej często w błoto kasy, udało się pokonać.
Niestety cera tłusta, następnie mieszana, ale zawsze ze skłonnością do trądziku przypomina o sobie nawet do dnia dzisiejszego, mimo ukończenia 27 wiosen.
Świadomość jest bolesna - te skłonności nie znikną nigdy w 100%. Taka już ta moja (pożal się Boże) uroda.

Wiele lat nie interesowałam się składami kosmetyków. Podczas kuracji prowadzonych przez wykwalifikowanych lekarzy stykałam się z wieloma substancjami, ale nawet nie raczyłam (głupia!) się w nie zagłębiać. Faszerowano mnie antybiotykami wewnętrznie i zewnętrznie, przepisywano szereg witamin (dziś wiem, że miały więcej wypełniaczy niż co warte), polecano delikatne emulsje do mycia, które (jak się potem okazało) były naszpikowane detergentami, silikonami etc.

Kiedy nie było już pieniędzy na leczenie a pierwszy nawrót trądziku nastąpił nagle i w bardzo zaawansowanym stopniu - zaczęłam się zagłębiać w tematykę pielęgnacji naturalnej. 
Nie jestem wykształcona w tym kierunku, wszystko, co udało mi się z tej dziedziny poznać to godziny analiz artykułów, książek, publikacji.  
Okazało się jednak, że to, co naturalne, jest dla mnie stworzone, ale... 
w odpowiednim połączeniu.

Z czym to się je i o co mi w ogóle chodzi?
O tym za chwilkę :)

naturalna pielęgnacja | dyskusja | opinie

Wielu z nas myśli, że kosmetyki naturalne są w pełni bezpieczne i przyswajalne przez naszą skórę. Niestety nie jest to w pełni prawdą. 
Z uwagi na stężone naturalne ekstrakty wiele składników może nas uczulić bardziej niż np. hypoalergiczne pseudo-dermokosmetyki z apteki popularnych marek. 
OK - jednak ile było przypadków kiedy też te hypoalergiczne bezzapachowe cudeńka robiły masakrę z czyjąś twarzą? Ja o tym czytałam i sama miałam niejeden epizod. 

Musimy wiedzieć, sprawdzać, obserwować jak reagujemy na różne substancje. Cóż z tego, że cudowny krem jest wypakowany samymi certyfikowanymi olejami jeśli Ty masz skórę tłustą ze skłonnością do trądziku i zapychania? Może Ci nie zaszkodzić a może i...niemiłosiernie zapchać.  Tak było ostatnio w moim przypadku przy stosowaniu duetu Biolaven.
Nie mogę na te kremy powiedzieć nic złego - zapewne moja Mama byłaby nimi urzeczona, Babcia również. Niestety przy mojej cerze bogactwo składników zadziałało na jego niekorzyść i po skończeniu tej "współpracy" jeszcze jakiś czas męczyłam się odrobinę z zapchanymi porami.

 

Grunt to dopasowywanie kosmetyków do siebie, własnej skóry, własnych preferencji. Do tego niezbędne jest określenie typu swojej cery wraz z jej ewentualnymi podtypami. Jeśli szukasz sprawdzonego źródła wiedzy w tym zakresie - zapraszam na blog Kosmetologia Naturalnie, który stał się moim odkryciem tego roku. Autorka jest dyplomowanym kosmetologiem, laborantką w jednej z wiodących naturalnych marek kosmetycznych a jednocześnie wielką pasjonatką naturalnej pielęgnacji. Dzięki jej artykułom każdy jest w stanie wyprowadzić swoją cerę na prostą, jakakolwiek by ona nie była :)


naturalna pielęgnacja | dyskusja | opinie

Wracając - nie ma zatem pielęgnacji naturalnej bez analizy składu INCI. Jeśli nie jesteśmy w stanie sami nauczyć się przetłumaczyć z łaciny na nasze - z pomocą przychodzą nam aplikacje na telefon, które pomogą nam w każdej sytuacji :)
Kiedy już posiądziemy tę wiedzę tajemną - nagle złapiemy się za głowę widząc czym do tej pory katowaliśmy swoją twarz...Niestety. 
Wiele drogeryjnych kosmetyków to splot silikonów, parabenów, aromatów, parafiny (która tworząc warstwę okluzyjną sprawia mylne wrażenie tak cudownie gładkiej i satynowej skóry...na początku) i jednego, bądź niewielu więcej, ekstraktów. 
Oczywiście wraz ze wzrostem świadomości konsumenckiej coraz częściej na drogeryjnych półkach możemy spotkać perełki a wśród nich np. jednego z moich ulubieńców - serum migdałowe Bielendy.

W artykule pt. "Naturalnie, że naturalne" autorka porywa się na pewne stwierdzenie:

Należy pamiętać, że "wartość kosmetyczna" takich roślin (mowa o roślinach wyhodowanych bez udziału chemii takiej jak nawożenie osadami ściekowymi), np. jakość czy stężenie jej składników aktywnych jest w pewnej mierze uzależniona od humoru pogody: temperatury czy opadów. W przypadku składników wyprodukowanych w laboratoriach takich problemów nie ma: producent zawsze wie, co wkłada do swojego kremu.

No cóż...A czy to producent wie w 100% to jest to dla nas bezpieczne? Myślę, że to bardziej nawet bezduszne "komponować" krem dla nastolatków z trądzikiem młodzieńczym na bazie alkohol denat. i silikonów. Zahaczamy tutaj o taki szkopuł jak "zaufanie do producenta". Czy warto je mieć? 

Moim zdaniem nie do końca :)

Zaufanie można mieć do marki Sylveco czy Biolaven, bo ich produkty są naturalne, pozbawione detergentów, silikonów i parabenów. Zawsze, ale to zawsze jednak należy zapoznać się ze składem przez zakupem :)


I kiedy do wspomnianych wyżej marek mam jakby "częściowe" zaufanie to do drogeryjnych - żadnego. Nie wierzę w obietnice producenta na opakowaniu (jak wiadomo opisy te nie są regulowane prawnie. Można tam sobie wpisać co tylko się producentowi podoba. Np. wskazać na dobroczynne działanie jednego składnika kosmetyku, którego...brak w składzie INCI ;]), nie wiem jak pozyskiwane są poszczególne składniki czy ekstrakty. Polityka takich marek zazwyczaj przekonuje nas do siebie pięknie wyprasowaną w Photoshopie gwiazdą wielkiego formatu niż rzetelną informacją o produkcie, którą może się poszczycić chociażby Sylveco i ich wyczerpujący opis na kartoniku, który ma pełne odzwierciedlenie w składzie.

naturalna pielęgnacja | dyskusja | opinie

W artykule wskazano również, że te naturalne składniki nie wskakują nam z pola do pudełka, tylko są poddawane pewnej obróbce przez co dana substancja zostaje pozbawiona wielu właściwości. 
Cóż - zgadzam się. Jednak wolę chyba użyć ten krem z olejem tamanu (100% pewność składnika, który mnie nie zapycha), który nie będzie w pełni wartościowy jak ten tłoczony na zimno niż krem ze stabilną, lewoskrętną i jakąś jeszcze witaminą C, która zostaje okraszona silikonkiem i odrobinką parafinki dla przyjemności nakładania.

Ja, będąc całkowitą zwolenniczką naturalnej pielęgnacji, miksuję ją jednak z tą mniej naturalną ze względu na preferencje mojej skóry. 

O czym tu mówimy? Przede wszystkim o kosmetykach, które "w ryzach" trzymają moją skłonność do nawrotów trądziku czyli kwasy i retinoidy

Stosuję je regularnie, ale w dłuższych odstępach czasu (np. raz na tydzień, dwa, w zależności od potrzeb a w okresie wiosenno - letnim daję skórze od nich odetchnąć), co pomaga uchronić się przed silnym nawrotem trądziku jak i wspomaga walkę przeciw starzeniu się skóry :)


Mówiąc również o pielęgnacji naturalnej nie mam na myśli tylko składników organicznych, wyłącznie np. pochodzenia roślinnego. W grę wchodzą tutaj również syntetyki, ale te jednoskładnikowe, dostępne np. na stronach z półproduktami. Świetnie bowiem sprawdza się np kwas hialuronowy czy też l-askorbinowy, szczególnie jako "dodatki" do naszej roślinnej rutyny :)

naturalna pielęgnacja | dyskusja | opinia

A jak to wygląda u Was? Skłaniacie się bardziej ku pielęgnacji naturalnej czy nie przykładacie do tego większej wagi?

35 komentarzy :

  1. Jak ze mną jest wiesz :DDDD
    Też mnie wciąż zaskakuje, że ludzie pielęgnację naturalną utożsamiają z bezpieczną, delikatną i hiperalergiczną.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ty też jesteś moim motorem napędowym przejścia na naturalną stronę mocy :D

      Usuń
    2. Dziękuję bardzo! I dumna jestem :D
      Oczywiscie miało być hipoalergiczne, a nie hiper :D ale komórka lepiej wiedziała co chciałam napisać :D

      Usuń
  2. ja staram się zawsze zachować równowagę, jeśli się uda to owszem wole naturę ale nie zawsze jest okej;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiadomo :) Skład przede wszystkim. Kosmetyk do twarzy na bazie kokosa mógłby u mnie zrobić prawdziwe kuku ;)

      Usuń
  3. Też pisałam ostatnio u siebie post na ten temat :) Ja uważam, że wszystko jest dla ludzi i tak jak sama wspomniałaś - nie wszystkie naturalne składniki każdemu będą służyć, tak samo jak nie wszystkie syntetyczne. Jeśli chciałabyś przeczytać, zapraszam --> http://www.angelikaniedzwiedzka.pl/2017/05/naturalne-znaczy-lepsze.html :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że mamy podobny pogląd na tę kwestię :) Chętnie zapoznam się z Twoim tekstem :)

      Usuń
  4. Ostatnio przeszłam na Vianek, cieszyłam się, że moja skóra wraca do normy, a potem poszłam do kosmetologa. Supermiła dziewczyna, uznałam, że "się zna" i zaufałam jej. Okazało się, że mam na twarzy początkowe stadium trądziku różowatego :( moja skóra jest za słabo nawilżona i odżywiona... co okazuje się, że mogą powodować żele do mycia (nawet Sylveco tymiankowy) i zbyt częste peelingi (nie częściej niż raz na 2 tyg. robiłam)... w każdym razie dążę do tego co mi powiedziała: nie zawsze kosmetyki naturalne są w stanie tak odżywić skórę, jak syntetycznie wytworzone substancje z jednego prostego powodu - te z natury - wyciągi, ekstrakty itd. mają za duże cząsteczki żeby mogły wniknąć wystarczająco głęboko w skórę, a te wytworzone biotechnologicznie są specjalnie zaprojektowane do tego. Poleciła mi również różową glinkę i olej jojoba - czyli balans. Dokładnie tak, jak piszesz. Jeden rodzaj uzupełnia się z drugim.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak - balans i obserwacja preferencji swojej skóry :)
      Ja żele odłożyłam w kąt na rzecz naturalnych sposobów oczyszczania z czego jestem niebywale zadowolona. O szkodliwości częstego używania żeli pisała Agnieszka na wspomnianym w treści posta blogu. Uczulała na to również co do żeli Sylveco :)

      Usuń
  5. Jestem zwolenniczką zrównoważonej pielęgnacji - wyłącznie naturalna się u mnie nie sprawdza, tak samo rzecz ma się z drogeryjną czy apteczną. Planuję małymi kroczkami wybierać coś bardziej naturalnego, ale przyznam, że czasem idę na łatwiznę i wybieram coś z apteki. Stan mojej skóry znacznie się poprawił, ale ostatnio znów jest gorzej - moja skóra jest odwodniona, mam sporo stresów i znów mi coś wyskakuje.

    Mam nadzieję, że moje problemy kiedyś znikną - nigdy nie miałam wielkich problemów z trądzikiem, więc może to tylko taki etap przejściowy :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pogorszenie stanu cery skłoniło mnie do analizy pielęgnacji i razem z J. nawet doszliśmy do wniosku, że np. kiedy chciało mi się bawić w zamawianie półproduktów i na półce stało kilka kosmetyków, które zużywałam do końca by dopiero kupić kolejny - nie było problemów z cerą. Wiadomo - zdarzało się nie trafić w preferencje skóry i jakiś cudowny w działaniu olejek ją zapchał, ale były to sporadyczne przypadki.
      Nie wiem jak to się stało, że w końcu zrezygnowałam z tych zamówień...Teraz jednak mam zamiar to nadrobić ;)

      Usuń
  6. Wiele razy zawiodłam się na kosmetykach naturalnych do twarzy, więc podchodzę do nich obecnie z dystansem:) Myślę, że trzeba próbować i szukać swoich ideałów:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak :) Ja pamiętam świetne działanie półproduktów, które przecież są pozyskiwane syntetycznie (jak np. kwas hialuronowy) i mam zamiar do nich powrócić :)

      Usuń
  7. Moim zdaniem najgorsza jest zawsze przesada - w którąkolwiek stronę ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. dokładnie trzeba sprawdzać i dopasowywać do własnej skóry i jej potrzeb, bo moim zdaniem nie ma jednego rozwiązania, które będzie pasowało dla każdej z nas. Niestety metoda prób i błędów :)

    OdpowiedzUsuń
  9. U mnie jest różnie, staram się używać naturalnych produktów przede wszystkim do twarzy, ale są w mojej pielęgnacji i typowo drogeryjne kosmetyki. Z pielęgnacją włosów jest różnie, szamponów używam zazwyczaj i z lepszym i z gorszym składem - zamiennie, no a maski są raczej typowo drogeryjne :D W pielęgnacji ciała - przyznaję raczej królują produkty drogeryjne ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie przede wszystkim cera reaguje negatywnie na drogeryjne nowinki, więc w jej pielęgnacji mam plan stosować jak najwięcej składników naturalnych. Co do włosów - szampony i wcierki lubię naturalne, maski (które nie stosuję na skalp) mogą być troszeczkę ulepszone, dobrze to wpływa na skręt (oczywiście w odpowiedniej ilości ;]).
      Co do ciała - zmiana żelu pod prysznic na ten naturalny, bez detergentów, wyszło mi na dobre, o wiele lepiej skóra na niego reaguje, skończyły się podrażnienia.
      Masła i balsamy do ciała przede wszystkim nie mogę mieć parafiny w składzie. Aktualnie wykańczam drogeryjne, ale całkiem możliwe, że przejdę na te naturalniejsze, bo moja skóra naprawdę uwielbia wszelkiego rodzaju olejki czy masła, więc możliwe, że jej to również wyjdzie na dobre :)

      Usuń
  10. Myślałam, że tylko mnie to spotyka - królica zawsze znajdzie świeżą gazetę i zrobi sobie z niej legowisko ewentualnie toaletę jak się mocno wkurzy i pupa z czytania. Ja koniecznie składy czytać muszę przez alergię, ale miałam podobnie jak Ty - faszerowano mnie lekami a w sumie trądzik wyleczyłam... wąkrotą azjatycką i totarolem (bodajże tak się to u nas zwie), od tego czasu więcej siedzę w ziołach, patrzę na to co jem i sprawdzam składy czy sama mieszam papki na twarz. Nie tyle sięgam po drogeryjne produkty co np. azjatyckie produkty całkiem nieźle się u mnie sprawdzają, ale też zależy jakiej marki, jednak te tańsze na miarę naszych drogeryjnych pełne sylikonów i innych cudów często mnie zapychają.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak miałam królicę to też robiła z gazetami to, co Twoja :)
      Pierwszy raz słyszę o takich cudnych ziółkach. Zaraz o nich poczytam :)

      Usuń
  11. Ostatnio i ja coraz bardziej skłaniam się ku naturalności. Być może to kwestia pory roku - zimą bowiem lubię dostarczyć włosom silikonów, by je łatwiej okiełznać.
    Jednak, gdy tylko nie wymagają tego warunki atmosferyczne, inwestuję w naturalną pielęgnację. Bo o tym, że z drogeryjnych produktów zrezygnowałam zupełnie, pisać nie muszę. Ale to bardziej dlatego, że popularne marki częściej testują kosmetyki na zwierzętach (lub składniki tych kosmetyków)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W pielęgnacji włosów jestem troszkę bardziej tolerancyjna jeśli chodzi o włosy na długości. Przy skalpie staram się stawiać na naturę z wyjątkiem dni, w których wykańczam moje obecne szampony z sls :) Na pełną naturę przechodzę jednak w pielęgnacji cery, bo w jej przypadku drogeryjna pielęgnacja wpływa bardzo negatywnie :(

      Usuń
  12. osobiście podziwiam każdego kto ogarnia pielęgnację naturalna, składy i zna się na tym tak dobrze jka Ty, że wie co z cyzm, jak gdzie kiedy, dlaczego i po co. Serio. ja nie mam b;adego pojęcia o większości składów i na zczęscie jestem osoba, któej wszystko pomaga, a nic nie szkodzi i mam nadzieje, że to się nie zmieni ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na mnie chęć pogłębiania wiedzy wymusiły trochę okoliczności, ale nie żałuję :) Teraz przynajmniej jest to wszystko bardziej świadome i niesie mniejsze ryzyko twarzowego fiaska ;)

      Usuń
  13. Wdrażam te naturalniejsze kosmetyki ale nie stronię od tych drogeryjnych ;) Generalnie wiem że muszę unikać alkoholu denat, nie wiem po jaką cholerę to paskustwo dodają?...i parafina, do ciała mi nie szkodzi, twarz niestety nie daje z tym rady :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Alkohol denat. rzekomo pomaga głębiej penetrować skórę składnikom aktywnym.
      Matko - jak to brzmi! :D
      Tak czy inaczej - dobry bajer połowa sukcesu ;)

      Usuń
  14. Naturalne kosmetyki uwielbiam i bardzo cenię nowatorskie rozwiązania w tym temacie :) Ale nie unikam chorobliwie syntetyków bo stety/ niestety często ratują mnie w sytuacjach kryzysowych (czyt. przy ostrzejszych zmianach alergicznych). Wszystko więc z głową i rozwagą + ze znajomością potrzeb i upodobań skóry. Czyli w sumie podobnie jak Ty :D
    Ps: Giena Szynszyl made my day :D <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja wiedziałam, że mamy podobne upodobania :)
      P.S. Giena każdemu robi dzień ;D

      Usuń
  15. Podoba mi się Twoje zrównoważone podejście :) Zgadzam się z Tobą, że należy mieć we wszystkim umiar i dopasować produkty do własnych potrzeb, a nie sztywno trzymać się jakiejś ideologii "bo tak" ;) Ja już od jakiegoś czasu nie patrzę aż tak bardzo na składy, czuję się zdemotywowana, ponieważ za każdym razem czytam zupełnie inne wyniki badań i sama już nie wiem, w co wierzyć. No chyba, że ewidentnie producent robi w bambuko (woda, parafina, silikony, substancja zapachowa, reszta składu - a cena powalająca), no to wtedy faktycznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To znaczy wiesz... Właśnie czytanie składów to u mnie podstawa teraz. Brak analizy np. serum z Bielendy, o którym pisałam ostatnio, przypłaciłam wysypem wszech czasów :/ Nie odstręcza mnie od syntetyków, nie nastawiam się tylko na produkty bio czy wege, ale bez czytania składu już się nie obędę :)

      Usuń
  16. Bardzo lubię kosmetyki naturalne. Przy mojej suchej skórze śwIetnie się Sprawdzają ale czasem kupuję też kosmetyki standardowe.

    OdpowiedzUsuń
  17. Bardzo dobrze przekazałaś swoją opinię na ten temat.

    OdpowiedzUsuń

Hair Witch Project | beauty blog © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka