Miesiąc walki z łysieniem androgenowym - czy mam się czym pochwalić?

Witajcie Kochane! :)

Część z Was oczekiwała na ten post, mam więc nadzieję, że nie obrazicie się z powodu dłuższego oczekiwania :) Ze względu na godziny pracy mogłam sobie pozwolić wcześniej na stworzenie treści posta, ale gorzej ze zdjęciami zrobionymi w dziennym świetle...na szczęście nadeszła niedziela (nie, nie ostatnia :D)

Jak już doskonale wiecie - przeszło miesiąc temu udałam się do dermatologa m.in. z powodu wzmożonego wypadania, które opierało się wszelkim kuracjom. Diagnoza została postawiona - łysienie androgenowe. Szczęśliwie chwilę po tym poddałam się badaniu tarczycy. Po otrzymaniu wyniku i konsultacji ze specjalistą rozpoznano niedoczynność tarczycy.


Dermatolog przepisał mi Alopexy z 5% stężeniem minoxidilu, polecił również przejść na dietę niskowęglowodanową oraz ewentualną suplementację biotyną. Endokrynolog przepisał natomiast najniższą dawkę Euthyroxu i niezależnie zaleciła również dietę niskowęglowodanową (nie wspomniałam o tym zaleceniu dermatologa).

Kurację wzbogaciłam o kozieradkę, wierzbownicę, skrzypopokrzywę i siemię lniane :)

Alopexy miałam początkowo stosować 2 x dziennie a następnie mogłam zejść do 1 dziennej dawki. Za jakiś czas będę też go stosować co drugi, trzeci dzień, ale niestety stosowanie go musi się wpisać w moją rutynową pielęgnację już do końca życia.

Stosowałam zatem Alopexy rano, zaś kozieradkę wieczorem. Rano do śniadania piję również wierzbownicę i (w osobnym kubku ;]) siemię lniane (często z dodatkiem sprezentowanych przez mamę nasion chia), po południu zaś jedną skrzypopokrzywę. Biotynę zażywam raz dziennie. Rano, na czczo, pół godziny przed posiłkiem, biorę jedną tabletkę Euthyroxu.

Czy zauważyłam jakąś poprawę? Najlepiej spójrzcie same:

Zakola przed:



Zakola obecnie:


Baby hair :)




Widok mnie osobiście zadowolił :) Podobno bejbiki są na całej głowie (tak powiedziała mi fryzjerka), ale przy lokach ciężko uchwycić jakiekolwiek poza tymi na przodzie ;]
Najważniejszą kwestią jest również...zmniejszone wypadanie :) Naprawdę zredukowało się w widoczny sposób - przed kuracją wyciągałam z odpływu w wannie garść mokrych kłaków. Dodatkowo codziennie, przy każdym przegarnięciu włosów, wyciągałam ich kilka - kilkanaście. Zaczęły naprawdę optycznie tracić gęstość a fryzura kształt.
Obecnie wyjmuję "szczyptę" (ale miarka ;]) z odpływu, zaś w dni bez mycia jak jeden - dwa wypadną to wszystko. Najczęściej na rękach nie zostaje jednak ani jeden ;)
Szczęście, że lekarze naprawdę potrafią pomóc! :) Podobnie jak dieta :)

Znam jednak swoje kudły i skórę głowy, która często się przyzwyczaja. Do końca października stosuję zatem na wieczór kozieradkę a od początku listopada...nowy zakupiony i wielokrotnie zachwalany na blogach nabytek...PLACENTĘ :)



A jak tam Wasza walka? Część z Was skarżyła się na wypadanie...Może te znane niemal wszystkim sposoby również Wam pomogą?

Całuję Was gorrrąco,
Iwona :)

18 komentarzy :

  1. Świetny efekt :) Zainteresowałaś mnie tą placentą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mnie nią zainteresowały inne blogerki i dlatego zakupiłam całą kurację za szaloną kwotę 19 zł :)

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Uff - dziękuję :) Bałam się, że tylko ja to widzę :D

      Usuń
  3. Na zdjęciach widać sporą poprawę :) Ciesze się, że jesteś zadowolona :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Mam nadzieję, że ten wpis będzie pomocny w chwilach załamania nie tylko dla mnie :)
      Cieszę się, że się cieszysz :D

      Usuń
  4. Właśnie zaczynam walkę z nadmiernym wypadaniem moich włosisk :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I jak Ci idzie? Wypadanie sezonowe czy związane z problemami zdrowotnymi?

      Usuń
  5. Mi kilka lat temu placenta i sesa bardzo pomogły.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dajesz mi dodatkową nadzieję :) Mam nadzieję, że placenta się sprawdzi :) Sesy nie mogę, bo oleje na skalp wzmagają u mnie wypadanie :( Sesa też tak zrobiła...za to na długość była genialna :D

      Usuń
  6. Mi się marzą baby hair ale jak odstają to już ciężko ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak - przecież to tak słodko wygląda :P

      Usuń
  7. Kuracja ewidentnie Ci służy, cieszę się bardzo, że udało Ci się znaleźć tak skuteczną mieszankę! Ja właśnie walczę o baby hair :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, kochana :)
      Ja będę trzymać kciuki za Ciebie :D

      Usuń
  8. Mam nadzieję, ze pokonasz wypadanie :) Placenta mnie bardzo ciekawi, każdy ją tak chwali ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. kurczę widziałam to to ostatnio jak przeglądałam jakiś sklep internetowy bo chciałam sobie zamówić lakier hybrydowy i PRZYPADKIEM jak zawsze weszłam w kategorię włosy ;d poczytam o tym zaraz na blogach i ciekawa jestem również Twojej opinii kiedy zaczniesz kurację ;3 ja na razie z nowościami daję sobie spokój, ale chociaż już sobie obmyślę jakiś plan działania jak odzyskać to co zostało wyciągnięte w odpływu i ze szczotki (no cóż, mam nadzieję, że właśnie teraz, akceptując komentarz nie jesz nic dobrego ;d)
    powodzenia w dalszej walce, bo efekty już są widoczne!: )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też miałam poczucie, że zanim na miejsce tego, co wypadło wyrosną nowe to miną wieki...Ale widzę, że te małe to są harpagany, bo rosną w oczach, naprawdę :) Mam nadzieję, że szybko podgonią na tyle żeby objętość "od góry" chociaż zwiększyć ;)

      Usuń

Hair Witch Project | beauty blog © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka