Mgła na Offie - inicjacja :)

Już jakiś czas temu zastanawiałam się czy uruchomić tutaj odrobinę lifestyle'owy kącik :) Może część z Was chciałaby poznać mnie trochę bardziej niż wyłącznie od strony urodowo - kosmetycznej :)

Zainteresowanych uprzedzam - bywam bezpośrednia, sarkastyczna i nie wszystko mi się w życiu udaje :D Pracuję jednak nad genetycznymi skłonnościami do marudzenia i potrafię doceniać to, co mi los niesie :) Może się jednak nie zawiedziecie ;)

Najpierw jednak muszę, po prostu muszę podziękować cudownej Ani z bloga aniamaluje :) To maleńkie dziewczę wreszcie dało mi kopa w tyłek i odrobinkę uświadomiło w pewnych kwestiach :) 

Zaaatem. Co się dzieje, gdy nie kupuję, nie testuję i nie myślę o kosmetykach? Całkiem sporo ;) Nie samymi mazidłami w końcu człowiek żyje :)

http://hairwitchproject.blogspot.com/2016/07/mga-na-offie-inicjacja.html
 Źródło zdjęcia: http://weheartit.com

Po uporaniu się z chorobą Gieny wreszcie wróciłam do normalnego tryby życia i pracy, bez zbędnego (podkreślam zbędnego ;]) zamartwiania się. Postanowiłam zająć się swoim zdrowiem i...wybrałam się do dentysty. Pan Doktor z polecenia, zaufana sztuka. Poszłam bez skrępowania i zbytniego stresu - w końcu kontroluję zęby co ok. pół roku i wciąż żadnych ubytków (ostatnia plomba wstawiana 8 lat temu). Dlaczego teraz miałoby być inaczej? 
Siadam na fotel, otwieram paszczę, Pan Doktor zachwyca się stanem uzębienia. Myślę sobie "No i cacy, kolejne pół roku spokój", kiedy nagle słyszę, że mam dwa ubytki. Jeden za wcześnie do roboty, ale czwóreczka jak ta lala. "To co? Robimy?". Kiwnęłam głową i przypomniałam sobie co to znaczy stomatologiczny stres. Na co dzień nie mam problemu z wysławianiem się. Udaje mi się nawet mówić poprawną polszczyzną. Czując zbierający się pot w moich lekko zarośniętych zakolach dukam: "Ale...już...teraz?" Otrzymuję oczywiście odpowiedź twierdzącą. Zgodziłam się zatem lekko trzęsącym skinieniem głowy. Padło drugie trudne pytanie: "Ze znieczuleniem czy bez?". No i tutaj doszedł kolejny stresowy doradca - niezahamowane gadulstwo. Zdążyłam Doktorowi opowiedzieć historię swojego życia i jedynego znieczulenia szczęki przy ekstrakcji ósemki. Doktor chyba nie do końca szczegółowo mnie słuchał (się nie dziwię), ale stwierdził, że chyba "odrobinkę" się stresuję, więc znieczuli mnie dla mojego komfortu. No cóż...w takich sytuacjach lubię jak ktoś podejmuje za mnie decyzję :D Historia zakończyła się oczywiście pomyślnie pomijając konieczność drugiej dawki znieczulenia (mój chory umysł i tak odczuwał ból) i w efekcie oplucia się podczas przepłukiwania ust wodą (zesztwaniała górna warga). Nie obyło się również od ubawienia Doktora na do widzenia. Kiedy jeszcze raz pochwalił moją szczękę i kazał trzymać tak dalej postanowiłam kokieteryjnie się uśmiechnąć i powiedzieć: "Dziękuję w imieniu swoim i mojego uzębienia". Niestety - wydobył się bełkot a zamiast kokieteryjnego uśmiechu wyszło coś na podobieństwo uśmiechu Mona Lisy. Poza tym, że był bardziej krzywy...Zbyt krzywy...
No cóż - przynajmniej ubawiłam człowieka, bo żegnał mnie w naprawdę szampańskim nastroju ;)



Drugim punktem zwrotnym ubiegłego tygodnia była wizyta u fryzjera. O szczegółach konieczności pozbycia się funta moich kłaków opowiem Wam przy najbliższym Kudłatym SPA i Aktualizacji. Ogólnie szłam do fryzjera pod parasolem, bo delikatnie już padało. Wyszłam po pół dnia pogaduch (tutaj tych bezstresowych - nie jak u Doktora ;]) i pogoda była trochę gorsza, ale nie jakoś strasznie. Idę sobie dziarsko z niezidentyfikowanym pudlem na głowie (tak właśnie wyglądam po suszarce) i w połowie drogi do domu, w środku parku, zerwała się wichura i rozpoczęła symfonię grzmotów i ulewy...Parasolkę dwukrotnie wywinęło mi na drugą stronę, wyrwało z ręki i w efekcie połamało. O głowie i bólu przewianego ucha już nie wspomnę. Idę zatem taka wściekła z tym razem zmoczonym pudlem na głowie (tak wyglądam po suszarce a następnie po deszczu) i psioczę na cały ten Boży świat. Po drodze nie spotykam żywej duszy, wszyscy mądrzy siedzą w domach lub w pracy. No właśnie...Nagle w polu widzenia pojawia się staruszek na wózku. Zawsze, gdy go widuję jest smutny, jakby pozbawiony chęci do życia.
Nie wiem, kochani, jak musiałam wyglądać. Zapewne dość niespotykanie "pięknie". Jednak na mój widok ten Starszy Pan tak serdecznie się roześmiał, że jak tylko zaczęłam się z nim mijać cały trząsł się ze śmiechu i wycierał łzy. Zaśmiałam się razem z nim. Resztę drogi pokonałam zatem na przemian z uśmiechem i grymasem bólu (ech to ucho!). Stwierdziłam jednak, że warto było iść w tą pogodę, która była niczym objaw gniewu samego Zeusa, po to aby zobaczyć uśmiech tego Starszego Pana :)

Osobiście mam nadzieję, że mój komiczny wygląd bawił go co najmniej do końca dnia. Mnie by tam pewnie bawił...


Na zakończenie pochwalę się jeszcze eksperymentami kulinarnymi razem z J. :) Własnoręcznie robione burgery z frytkami z batatów :) Były tak dobre, że pomimo liczenia kalorii chciałam "wcisnąć" jeszcze jednego :D

A Wam jak minął tydzień? :D

19 komentarzy :

  1. Czytając Twoje historie niemało się uśmiałam ;d
    A frytki z batatów i burgery domowe też czasem robimy :))
    Uwielbiam takie <3

    monika

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taki był cel postu ;*
      A burgery troszkę odkryliśmy na nowo, bo w większości były pichcone w piekarniku. Wcześniej robiliśmy inaczej i nie były tak smaczne ;)

      Usuń
  2. Frytki z batatów <3 moje ulubione!

    OdpowiedzUsuń
  3. No i nie było się czego bać, bo bardzo fajnie Ci ten tekst wyszedł ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Odpowiedzi
    1. Ty to wiesz jak uradować człowieka :)) :*

      Usuń
  5. Uwielbiam frytki z batatów, w przeciwieństwie do dentystów :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Mnie wizyta u fryzjera stresuje jeszcze bardziej niż u dentysty ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie już nie, bo wreszcie, po 26 latach trafiłam na fryzjera godnego 100% zaufania, więc wreszcie się odprężam a nie spinam na fotelu :)

      Usuń
  7. heheheheeee :)))
    wesołe historyjky, choć jedna z dramatycznym (dentystycznym) podtekstem :DDDDD

    OdpowiedzUsuń
  8. Widzę, ze nie tylko ja parę spraw zawdzięczam Ani :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja nie wiem dlaczego ale jak byłam dzieckiem to mnie bardziej bolało ze znieczuleniem... to chyba był stres za dzieciaka :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To pewnie zależy od tego jak dentysta znieczula. Przy ekstrakcji 8 bolało, ale przy robieniu 4 już nie :)

      Usuń
  10. nie dałam rady doczytać o dentyście :D bo mnie wykręcało hahaha :< ja się tak boję dentystów...

    OdpowiedzUsuń
  11. Bezinteresowny uśmiech od nieznajomego to jest naprawdę cos pięknego :))) a co do dentysty... Ważne Że przetrwałas ! Ja to nie wiem czy bym chciała zeby ktoś mi cos robił nagle, bez uprzedzenia i nastawienia sie psychicznego na to :D

    OdpowiedzUsuń

Hair Witch Project | beauty and lifestyle blog © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka