Mleczko nagietkowe Ziaja, czyli mały zwyrodnialec za (na szczęście!) małe pieniądze.

Jak widzicie - dziś konkluzję mojej recenzji macie już w tytule :)

Nie byłabym jednak sobą, gdybym stosowanie tego kosmetyku pominęła milczeniem...O nie ;]

Zapraszam zatem na post o mleczku do demakijażu od Ziaji.
Jedyne co osładza mi tę gorycz porażki to moja modelka - Gienka. Jej produkt przypadł do gustu a przynajmniej jego opakowanie ;)

Ziaja mleczko nagietkowe



OPIS PRODUCENTA
Nagietkowa receptura: wyciąg z kwiatów nagietka, prowitamina B5, witaminy A, E.
* Delikatnie oczyszcza orz skutecznie usuwa makijaż
* Aktywnie nawilża i zmiękcza naskórek
* Zapobiega powstawaniu podrażnień
* Przygotowuje skórę do dalszych zabiegów pielęgnacyjnych
SKŁAD
Aqua, Paraffinum Liquidum (Mineral Oil), Propylene Glycol, Ceteareth-12, Calendula Officinalis Flower Exreact, Cetearyl Alcohol, Panthenol, Tocopheryl Acetate, Retinyl Palmitate, Dimethicone, Magnesium Sulfate, Sodium Benzoate, 2-Bromo-2-Nitropropane-1,3-Diol, Parfum, Benzyl Salicylate, Butylphenyl Methylpropional, Hexyl Cinnamal, Linaool, Limonene, Hydroxycitronellal, Hydroxyisohexyl 3-Cyclohexene Carboxaldehyde, Citronellol, Citric Acid.
DOSTĘPNOŚĆ I CENA
Mleczko znajdziemy niemal w każdej drogerii, kiosku, małych osiedlowych sklepikach, jak i marketach. Jego cena to ok. 5-7 zł za 200 ml.
MOJE ODCZUCIA
Cóż mogę powiedzieć...Przyznaję szczerze, że kosmetyku tego zużyłam ok. w 1/3. Więcej szans na twarz mu nie dałam i dokończę go prawdopodobnie do golenia nóg ;)
Konsystencja typowego mleczka - rzadka, koloru białego. Zapach dość delikatny, nie jest drażniący. Opakowanie solidne, z zamknięciem na klik, z miłą dla oka szatą graficzą.
Co zaś się tyczy działania - kosmetyk kupiłam dawno temu, gdyż miałam spory problem ze zmywaniem tuszu do rzęs. Tutaj ten komsetyk poległ na całej linii przede wszystkim przez jedną, zasadniczą dość rzecz - potwornie szczypał w oczy (!). Nie ma tutaj mowy o jakiejkolwiek delikatności. Mleczko piekło mnie bardziej niż jakieś zwykłe mydło...Po prędkim spłukaniu go z twarzy, gdy otwierałam oczy - widok miałam dość drastyczny: zaczerwienione spojówki, załzawione oczy, przez dłuższy czas widzenie za mgłą. A z makijażem radził sobie...średnio. Nie dał mu w pełni rady a chodziło jedynie o tusz i odrobinę kredki.
Co do samej twarzy (juz bez oczu) - tutaj też nie zachwycił. Zawsze wstępnie przecieram twarz mleczkiem bądź płynem micelarnym i dopiero wtedy myję ją żelem bądź mydełkiem Aleppo. Mleczko to miało problem ze wstępnym rozpuszczeniem makijażu i całą robotę zostawiał mydełku.
Biorąc pod uwagę skład kosmetyku - pół tablicy Mendelejewa z dodatkiem parafiny - powinnam sama chlasnąć się po łapskach, że chciałam tak zaoszczędzić na demakijażu ;)
Swoją drogą jak zajrzałam na KWC, na wizaz.pl i zobaczyłam wcześniejszy skład tego produktu - zamurowało mnie...To są dopiero zmiany w składach - nie tylko kolejności, ale zwiększenie ilości występujących składników dwukrotnie ;)
Obiecuję zatem sobie solennie (i Wam publicznie przy okazji), że łapska moje nie chwycą już żadnego mleczka do demakijażu od Ziaji :)
Ocena: 1,5/5 (samej twarzy nie podrażnił, jest tani i łatwo dostępny...za każdą z tych cech 0,5 plusa ;])
A czy Wy miałyście do czynienia z tym mleczkiem po zmianie składu? Czy zawiadło Was tak, jak mnie?
Pozdrawiam Was gorąco,
Iwona :)


19 komentarzy :

  1. szynszyla! <3 też mam :)
    z ziaji nie miałam nigdy nic oprócz żelu pod prysznic i maski do włosów;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę? A jak się wabi? :)
      Maskę do włosów wypróbuję :)

      Usuń
  2. Znam go :-) u mnie spisywal się średnio, a największy minus to wlasnie to ze szczypal w oczy

    OdpowiedzUsuń
  3. Mi bardzo służą płyny dwufazowe Ziaja. I ten niebieski i zielony (choć zielony jest lepszy). Mleczka wszelkiej maści ostawiłam już dawno temu, nie lubię takiej konsystencji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kolejny raz widzę pochwałę dwufazówek Ziaji...Może wypróbuję, choć jeszcze dam sobie trochę czasu żeby zapomnieć o tym mleczku ;)

      Usuń
  4. Nie znam i nie już nie mam ochoty ale z prześlicznym szynszylkiem to bym się zapoznała:)Gienka jest super:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Parafina w mleczku do demakijażu od razu mnie zraziła :P W produktach do włosów czy kremach do rąk ok, w pozostałych kosmetykach staram się jej unikać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też powinna zrazić, ale wzięłam...na szczęście było to dość dawno temu - od tego czasu przykładam zdecydowanie większą uwagę do składów :D

      Usuń
  6. Także nie wspominam go dobrze, maskara była co najwyżej rozmazana...

    OdpowiedzUsuń
  7. Aaaa... i ukochany słodziak! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hihi :) Szczerze mówiąc, jak tak na nią patrzę na tym zdjęciu to widzę w jej oczach nakaz zostawienia jej w spokoju, bo ma ważniejsze sprawy na głowie ;]

      Usuń
  8. Nie miałam do czynienia z tym mleczkiem, ale w sumie do mleczek mi daleko, bo nigdy ich nie lubiłam :) Oczy też mam wrażliwe, więc całkiem prawdopodobne, że mnie też by szczypało. No cóż, dobrze, że znalazłaś dla niego inne zastosowanie i że nie było drogie :)

    OdpowiedzUsuń
  9. nie próbowałam kosmetyku ale szynszylek piękny :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Słyszałam właśnie, że nie każdemu pasują te mleczka z Ziaji, osobiście nigdy nie miałam bo nie lubię tego typu kosmetyków ;p

    OdpowiedzUsuń
  11. Co do Ziaji jestem na nie.
    Modelka jednak super.

    OdpowiedzUsuń

Hair Witch Project | beauty blog © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka